Banner

Z Chrystusem mogę wszystko, ks. Marian Bendyk


Odcięte od źródła zasilania radio, telewizor, lodówka, pralka, lampa... są tylko meblami bez większej wartości. Nie spełniają swego istotnego zadania. Z chwilą podłączenia ich do źródła zasilania nabierają pełnej wartości, zaczynają „żyć”.

Podobnie dzieje się z naszym życiem duchowym. Aby każdy z nas mógł przynieść zamierzony przez Boga owoc, musimy starać się być nieustannie złączeni z Chrystusem. Jezus porównuje siebie do winnego krzewu, a nas do latorośli. Mówi: „Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, wy latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić”.

Tak jak wartość latorośli, jej żywotność i owocowanie zależy od złączenia z winnym krzewem, tak również wartość naszego życia zależy od naszego złączenia z Chrystusem. Co to konkretnie znaczy? Otóż znaczy to, że każdy z nas jest latoroślą zasadzoną przez Chrystusa w winnicy, której na imię „Kościół”. Każdy z nas ma przynieść taki owoc, jaki mu Bóg wyznaczył wtedy, kiedy go wybrał i obdarzył specjalnym powołaniem.

Podstawową więzią z Chrystusem jest stan łaski uświęcającej, którą uzyskaliśmy w czasie chrztu. Łaskę tę możemy jednak utracić, popełniając grzech śmiertelny. Stajemy się wtedy suchymi, martwymi gałązkami, które należą do winnego krzewu – ale nie żyją, nie owocują.

W stanie grzechu śmiertelnego nie jesteśmy zdolni zasługiwać, czyli owocować dla swego życia wiecznego: „Jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie”.

Co zatem powinniśmy czynić, aby nieustannie być z Chrystusem? Przede wszystkim musimy starać się żyć w stanie łaski Bożej. Wszystko inne – modlitwa, Msza św., Komunia św., zachowywanie przykazań, wiara, miłość – to środki lub następstwa życia w łasce Bożej.

Czym jest życie w łasce, życie nadprzyrodzone? Nie jest łatwo to określić, ponieważ nikt z nas go nie zbadał, nie widział. Jest ono poza naszymi kategoriami myślowymi i wymyka się naszym zmysłom i rozumowi. Jeżeli życie doczesne, naturalne jest wielką zagadką – bo inaczej patrzy na nie biolog, inaczej teolog, inaczej poeta, a inaczej filozof – to tym bardziej tajemnicą jest życie nadprzyrodzone. Nie znaczy to, że coś nie istnieje, skoro tego nie rozumiemy czy nie widzimy.

Dzięki Chrystusowi wiemy, że źródłem naszego życia duchowego jest sam Bóg. Dzięki Jego miłości i łasce wszystko, co czynimy w naszym życiu, nabiera sensu i wartości. „Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity”.

Nieszczęście obumierania w łasce Bożej i brak możliwości przynoszenia owocu rozpoczyna się zazwyczaj od drobnych rzeczy. Zaczyna się od zaniedbań w modlitwie porannej czy wieczornej, co kończy się tym, że w ogóle przestajemy się modlić. Zaczynamy z lenistwa opuszczać Mszę św., a kończy się tym, że przestajemy uczęszczać na Eucharystię. Zaniedbujemy spowiedź z okazji Bożego Narodzenia czy świąt Zmartwychwstania Chrystusa, a kończy się tym, że nie przystępujemy do spowiedzi przez kilka lub kilkanaście lat.

Podobnie dzieje się w naszym obumieraniu dla przykazań i wartości moralnych. Zaczynamy od pierwszego papierosa, a kończymy na nałogu, z którego później trudno się wyleczyć. Zaczyna się od jednego kieliszka, a często kończy się na nałogu alkoholowym. Wyciągamy rękę po pierwszą działkę narkotyku, a może się to zakończyć zmarnowaniem i utratą zdrowia i życia. Niewinnie zaczyna się od flirtu czy od pierwszej niewierności małżeńskiej, a kończy się na rozwodzie, rozbiciu małżeństwa i rodziny.

Pamiętajmy, że ile razy sami odcinamy się od Chrystusa i Jego łaski, tyle razy obumieramy i nie przynosimy owocu. Nic dziwnego, że nasze serca stygną i w wielu wypadkach kończy się tym, że całkowicie odchodzimy od Chrystusa. Odłączeni od Jezusa, nie tylko nie przynosimy zleconego przez Boga owocu, lecz także nasze życie kończy się duchową porażką. Spełniają się wtedy słowa Chrystusa: „Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją i wrzuca do ognia, i płonie” (J 15,6).

Bracia i siostry! Trwajmy zatem w jedności z Chrystusem. To jest nasza misja i powołanie tu, na ziemi. Od niej zależy wartość naszych czynów, naszych modlitw, wartość naszego życia.

Zakończmy rozważanie słowami modlitwy:

Panie, Ty mnie wyłowisz z ciemnego milczenia
Niby kropelkę wody zapomnienia,
Na Twojej ręce znów będę jedyny,
Po to dobyty z najdalszej głębiny,
Abym się z Tobą kłócił, godził, gadał,
Abym się w ogniach przed Tobą spowiadał,
Abym się w łzę przetopił, której nie odrzucisz
W bezimienności morze. A do siebie powrócisz.
(Ernest Bryll)